Media, które przekazują fałszywe informacje dotyczące rozprawy Tomasza Kulczyńskiego będą systematycznie pozywane za kłamstwa. Wśród nieprawdziwych danych znajdują się m.in. wypadek, ucieczka z miejsca zdarzenia, a nawet kolizja. Rozprawa, o której rozpisują się media nie dotyczy ani kolizji, ani tym bardziej wypadku ani ucieczki. Wszystkie te informacje mają charakter fikcji publicystycznej, która ma na celu oczernienie Tomasza Kulczyńskiego w mediach, a być może nawet wpłynięcie na opinię publiczną w taki sposób, aby wymusić na sądzie skazujący wyrok.
Pogoń za tanią sensacją, walka o czytelnika i większą liczbę wyświetleń, a może chęć wpłynięcia na opinię publiczną, aby oczernić dobre imię Tomasza Kulczyńskiego? Co stoi za clickbait-owymi nagłówkami w sprawie toczącej się przed lubińskim sądem? O to zapytaliśmy mecenasa Juranda Jezioro.
Pogoń za tanią sensacją, walka o czytelnika i większą liczbę wyświetleń, a może chęć wpłynięcia na opinię publiczną, aby oczernić dobre imię Tomasza Kulczyńskiego? Co stoi za clickbait-owymi nagłówkami w sprawie toczącej się przed lubińskim sądem? O to zapytaliśmy mecenasa Juranda Jezioro.
- W ostatnim czasie można zaobserwować w mediach tendencję do pogoni za tanią sensacją. Sposób relacjonowania procesu burmistrza zdaje się w tę tendencję wpisywać, przynajmniej jeżeli chodzi o niektóre media. Z tego względu mój klient postanowił podjąć kroki prawne w celu ochrony swojego dobrego imienia - tłumaczy radca prawny Jurand Jezioro. - W mediach kolejny raz pojawiają się nieprawdziwe informacje o tym, że zarzuty postawione Tomaszowi Kulczyńskiemu obejmują spowodowanie wypadku, uszkodzenia innego pojazdu lub ucieczkę z miejsca wypadku. W toku postępowania obrona przedstawiła mocne dowody, że nie doszło do żadnego wypadku, nie było kolizji i że Tomasz Kulczyński nie uciekł z miejsca wypadku. W związku z tym mój klient kataloguje wszystkie pojawiające się w mediach nieprawdziwe informacje i będzie je kierował na drogę postępowania sądowego - dodaje mecenas Jurand Jezioro.
Jak ustaliliśmy pierwsze pozwy zostały przygotowane przeciwko dziennikarzom, którzy mijają się z prawdą nie bez udziału świadomości. Chodzi m.in. o dziennikarkę jednego z portali z Zagłębia Miedziowego, która w swoich relacjach prasowych nie tylko pomija istotne dla sprawy wątki świadczące o niewinności oskarżonego, ale także używa sformułowań, które nie pojawiły się w akcie oskarżenia, a sugerują popełnienie innych czynów, niż faktycznie miało to miejsce.
- Dziennikarka brała osobisty udział w rozprawach odbywających się w ramach postępowania przed Sądem Rejonowym w Lubinie, w tym w rozprawie, na której odczytany został akt oskarżenia. Musiała zatem wiedzieć, że spowodowanie kolizji pod wpływem alkoholu nie jest przedmiotem oskarżenia - wyjaśnia Jurand Jezioro. - Dodatkowo wobec obowiązującej w Polsce zasady domniemania niewinności i wobec tego, że do dnia dzisiejszego ani wina za spowodowanie rzekomej kolizji ani sam fakt prowadzenia pojazdu po spożyciu alkoholu nie został stwierdzony prawomocnym wyrokiem, nie ma podstaw do przypisywania powodowi czynów zabronionych - dodaje mecenas.
Odchodzenie od prawdy w relacjonowaniu rzeczywistości jest zawsze szkodliwe. Po pierwsze dla opinii publicznej, której emocje mogą zostać niezdrowo pobudzone, a po drugie dla sądu, który orzekać o winie musi na podstawie zebranego materiału dowodowego, a nie oczekiwań i przekonań opinii publicznej. Czytelnikom takich artykułów wydaje się, że sprawa jest oczywista, a tymczasem nie wiedzą wszystkiego, co zebrał i ustalił wymiar sprawiedliwości. Każdemu zależałoby bowiem, aby wyroki w jego sprawie wydawane były po wnikliwej analizie dowodów, a nie pod presją przekonań wywoływanych przez dziennikarzy. Taki sposób relacjonowania spraw sądowych powoduje spadek zaufania do sądownictwa w Polsce.